Spektakl „Cudzoziemka” w Teatrze Polskim w Poznaniu odebrałam jako przedstawienie, które zaskakująco dobrze godzi klasykę z potrzebą współczesnego, psychologicznie gęstego teatru. Katarzyna Minkowska pracuje z prozą Marii Kuncewiczowej bez nachalnego „uwspółcześniania” – miałam wrażenie, że zamiast zmieniać tekst, reżyserka po prostu uważnie go słucha i wydobywa z niego sensy, które nadal brzmią aktualnie. Emocjonalna intensywność i klarowna dramaturgia sprawiają, że historia Róży Żabczyńskiej działa także dziś.
Bardzo
ciekawym i, moim zdaniem, świetnym pomysłem było poprowadzenie spektaklu w
konwencji pogrzebu i stypy. To właśnie podczas tego rodzinnego spotkania
wracają wspomnienia, emocje i dawne konflikty. Co ważne, nie jest to
przedstawienie wyłącznie smutne czy przygnębiające. Obok napięcia i żalu
pojawia się humor - czasem lekki, czasem gorzki - który sprawia, że całość jest bardziej
prawdziwa i ludzka. Ten śmiech często boli najbardziej, bo dotyczy spraw bardzo
bliskich każdej rodzinie.
Najmocniejszym punktem spektaklu była dla mnie rola Róży Żabczyńskiej w wykonaniu Alony Szostak. To kreacja pełna energii i emocji. Aktorka jest niemal cały czas w ruchu - śpiewa, tańczy, gra na instrumentach, chodzi po scenie, jakby nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Bardzo wyraźnie czuć, że Róża to osoba niespokojna, pełna niespełnionych marzeń i żalu do świata. Alona Szostak nie gra tej postaci w sposób przesadzony - raczej pokazuje ją od środka, z jej pęknięciami, słabościami i momentami wzruszenia.
Pozostali
bohaterowie nie są jedynie tłem dla Róży. Michał Sikorski jako Władzio bardzo
dobrze pokazuje syna uwikłanego w trudną relację z matką - rozdartego między
poczuciem obowiązku a potrzebą własnego życia. Monika Roszko w roli Marty gra
postać cichą i zmęczoną, ale przez to niezwykle poruszającą. Jej obecność na
scenie jest spokojna, a jednocześnie pełna niewypowiedzianych emocji.
Andrzej
Szubski jako Adam pokazuje mężczyznę, który przez lata godził się na
kompromisy, a teraz mierzy się z ich konsekwencjami. Michał Kaleta w roli
Michała Bądzkiego wnosi do spektaklu inną energię - jego bohater działa jak
ktoś z zewnątrz, kto nieświadomie uruchamia rodzinne napięcia. Jego wspomnienia
zupełnie nie zgadzają się ze wspomnieniami Róży, które zdeterminowały jej życie.
Z kolei Kornelia Trawkowska jako Jadwiga tworzy postać niepozbawioną własnej
siły, przytłumionej przez sytuację i relacje rodzinne z toksyczną teściową.
Duże wrażenie zrobiła na mnie także obecność Orkiestry Antraktowej Teatru Polskiego. Muzyka grana na żywo nie jest tylko tłem, ale realnie towarzyszy aktorom i wpływa na emocje widza. Czasem podkreśla dramat, innym razem wprowadza chwilę wytchnienia lub ironii. Dzięki temu spektakl ma swój wyraźny rytm i energię.
Granica
między przeszłością a teraźniejszością jest w tym przedstawieniu bardzo płynna.
Momentami trudno stwierdzić, czy oglądamy wspomnienie, myśli Róży, czy
rzeczywistą rozmowę bohaterów. Dla mnie było to dużą zaletą -pozwalało lepiej
zrozumieć, jak bardzo przeszłość wpływa na teraźniejsze relacje.
Po
wyjściu z teatru miałam poczucie, że „Cudzoziemka” to spektakl o rzeczach
bardzo uniwersalnych: rodzinnych oczekiwaniach, niespełnionych ambicjach i
emocjach, które przechodzą z pokolenia na pokolenie. To przedstawienie, które
nie daje prostych odpowiedzi, ale zostaje w głowie na długo po zakończeniu.
Nie
bez znaczenia pozostaje też fakt, że nazwisko Katarzyny Minkowskiej coraz
częściej pojawia się w kontekście najważniejszych wyróżnień dla twórców młodego
i średniego pokolenia. Reżyserka została laureatką Paszportu „Polityki” w
kategorii scena - „za teatr nowoczesny formalnie, realizowany z rozmachem,
wciągający, o wyraźnym, psychoterapeutycznym nerwie, ale niepozbawiony humoru i
dystansu”. „Cudzoziemka” w Poznaniu tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że to
twórczyni konsekwentna, świadoma własnego języka i potrafiąca pracować z
klasyką bez kompleksów - bez epatowania ambicją, za to z dużą uważnością na
widza.
Kasia
.png)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz