Są spektakle dobre, są bardzo dobre i są takie, po których wychodzi się z teatru z poczuciem, że właśnie wydarzyło się coś naprawdę wyjątkowego. „Pani Doubtfire” w Teatrze Muzycznym w Poznaniu zdecydowanie należy do tej ostatniej kategorii.
To musical kompletny: znakomicie
zagrany, świetnie zaśpiewany, perfekcyjnie poprowadzony choreograficznie,
bardzo dobrze napisany i dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. A przy tym
- co najważniejsze – zostaje w głowie i sercu. Bawi niemal bez przerwy, ale nie
jest pustą komedią. Pod warstwą dowcipu, tempa i scenicznego rozmachu kryje się
bardzo mądra opowieść o rodzinie, rozstaniu, rodzicielskiej odpowiedzialności,
tęsknocie dzieci i o dojrzewaniu dorosłych do tego, by naprawdę zobaczyć
potrzeby swoich najbliższych.
Ogromne brawa należą się całej
scenicznej rodzinie Hillardów: Patrykowi Kośnickiemu, Oksanie Hamerskiej,
Urszuli Laudańskiej, Tymonowi Madzio i Łucji Kieliszewskiej. Ta rodzina na
scenie jest prawdziwa. Nie ma tu sztuczności ani grania „pod efekt”. Są emocje,
napięcia, czułość, złość, bezradność i humor, dzięki którym widz bardzo szybko
przestaje obserwować bohaterów z dystansu, a zaczyna razem z nimi przeżywać ich
historię.
Ale sercem tego spektaklu jest bez
wątpienia Patryk Kośnicki jako Daniel Hillard/Pani Doubtfire. To rola
ogromnie wymagająca - aktorsko, wokalnie, ruchowo i technicznie - i właśnie
dlatego, tak wyraźnie widać skalę jego talentu. Kośnicki nie tylko gra dwie
postaci. On błyskawicznie przechodzi między nimi, zmienia rytm, głos, sposób
poruszania się, emocje i energię, a wszystko robi z pozorną lekkością.
Komediowo jest znakomity, ale równie mocny pozostaje wtedy, gdy spektakl
schodzi z tonu farsy i dotyka spraw naprawdę bolesnych.
Jego Daniel jest niedojrzały, chaotyczny i często sam komplikuje sobie życie, ale jednocześnie trudno nie zobaczyć w nim ojca, który rozpaczliwie chce pozostać blisko swoich dzieci. I właśnie dzięki Kośnickiemu postać nie staje się karykaturą. Widz śmieje się z jego kolejnych pomysłów, ale jednocześnie rozumie jego desperację. Pani Doubtfire w wykonaniu Kośnickiego potrafi rozbawić do łez, a za chwilę zupełnie niespodziewanie wzruszyć. To rola, która niesie cały spektakl i przez ponad dwie godziny nie traci ani energii, ani prawdy.
Absolutnie kapitalnym pomysłem są
także charakteryzacje wykonywane na oczach widzów. Te przemiany nie
zostały zawsze ukryte za kulisami - przeciwnie, stały się często integralną
częścią przedstawienia. Widz obserwuje, jak Daniel niemal w jednej chwili
przeobraża się w Panią Doubtfire. Makijaż, peruka, kostium, gest, głos, sposób
chodzenia - wszystko składa się na precyzyjnie zbudowaną postać. To z jednej
strony świetny teatralny efekt, a z drugiej pokaz ogromnego kunsztu aktora i
całego zespołu technicznego.
Bardzo mocną stroną przedstawienia
są również choreografie - dynamiczne, pomysłowe, perfekcyjnie
zsynchronizowane z muzyką i tempem akcji. Nie są jedynie ozdobnikiem. Budują
sceny, podkręcają emocje i powodują, że spektakl ani na chwilę nie traci rytmu.
I wreszcie flamenco Dagmary
Rybak - moment absolutnie zachwycający. Temperament, siła, precyzja,
elegancja i sceniczna pewność. To nie jest po prostu taneczny numer. To scena,
która ma własną energię i własny charakter. Dagmara Rybak przykuwa uwagę
natychmiast i zostawia po sobie jeden z najmocniejszych obrazów całego
wieczoru.
Na osobne uznanie zasługują także
teksty - dowcipne, współczesne, inteligentne, momentami bardzo celne. Humor
trafia zarówno do dzieci, jak i do dorosłych, często na zupełnie innych
poziomach. Dzięki temu „Pani Doubtfire” rzeczywiście jest spektaklem rodzinnym,
a nie przedstawieniem dla dzieci, na które dorośli jedynie towarzyszą swoim
pociechom.
I właśnie tutaj pojawia się jego
największa wartość edukacyjna. Ten musical naprawdę realizuje zasadę „bawiąc
- uczyć”. Bez nachalnego moralizowania pokazuje, że rodzina może się
zmienić, ale odpowiedzialność za dzieci nie znika. Pokazuje, jak ważna jest
obecność obojga rodziców, jak silnie dzieci przeżywają konflikty dorosłych i
jak wiele można naprawić, kiedy zamiast walczyć - zaczyna się słuchać.
To także piękna opowieść o tym, że
miłość nie zawsze wystarcza, jeśli nie idzie za nią odpowiedzialność. Że
dorosłość oznacza czasem konieczność zmiany własnego zachowania. I że rodzina
nie musi wyglądać idealnie, żeby nadal mogła być miejscem bezpieczeństwa,
bliskości i miłości.
„Pani Doubtfire” w Teatrze
Muzycznym w Poznaniu to musical na najwyższym poziomie - widowiskowy, wzruszający, zabawny,
inteligentny i bardzo potrzebny.
Patryk Kośnicki - kreacja wybitna,
pełna energii i ogromnej aktorskiej precyzji. Oksana Hamerska, Urszula
Laudańska, Tymon Madzio i Łucja Kieliszewska - świetna, prawdziwa sceniczna
rodzina. Dagmara Rybak - flamenco, które hipnotyzuje. Charakteryzacje na oczach
widzów - teatralna magia w najczystszej postaci.
A całość? Spektakl, który
śmieszy do łez, chwilami ściska za gardło i zostaje w głowie na długo po
opuszczeniu teatru.
Tak właśnie powinien wyglądać
musical dla całej rodziny.
Kasia
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz