piątek, 20 lutego 2026

X Poznańska Debata o Języku - „Język a sztuczna inteligencja” z perspektywy nauczyciela

 

18 lutego 2026 roku w Sali Wielkiej Centrum Kultury Zamek w Poznań uczestniczyłam w jubileuszowej, dziesiątej Poznańskiej Debacie o Języku im. prof. Tadeusza Zgółki zatytułowanej „Język a sztuczna inteligencja”. To spotkanie było dla mnie - nauczycielki języka polskiego - czymś więcej niż tylko wydarzeniem akademickim. Było próbą odpowiedzi na pytania, które od miesięcy zadaję sobie w szkolnej codzienności: jak uczyć pisania, kiedy tekst może wygenerować algorytm? Jak rozmawiać z uczniami o autorstwie, skoro granica między „napisałem” a „wygenerowałem” zaczyna się zacierać?

Debatę prowadził Tomasz Rożek, który z dużą swobodą łączył perspektywę naukową z przystępnym językiem. Już na początku podkreślił, że sztuczna inteligencja nie jest przyszłością - ona jest teraźniejszością. Te słowa mocno we mnie wybrzmiały. W mojej klasie to widać: uczniowie korzystają z narzędzi AI, czasem otwarcie, czasem dyskretnie. Niezależnie od mojej opinii - to się dzieje.

Szczególnie poruszyło mnie wystąpienie Doroty Marquardt z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Pani Profesor mówiła o tym, że modele językowe uczą się języka od nas - z tekstów, które produkujemy w internecie, w mediach, w codziennej komunikacji. Uświadomiłam sobie wtedy coś bardzo prostego, a jednocześnie niepokojącego: jeśli język w sieci bywa uproszczony, agresywny czy niedbały, to właśnie taki obraz polszczyzny trafia do algorytmów. A potem wraca do nas w wygładzonej, poprawnej, ale jednak wtórnej formie. Jako nauczycielka poczułam jeszcze większą odpowiedzialność za to, jakich tekstów uczę i jakie wzorce pokazuję uczniom.


Z kolei Piotr Pęzik z Uniwersytetu Łódzkiego, współtwórca polskiego modelu językowego PLLuM, mówił o technicznej stronie działania AI. Tłumaczył, że modele nie „rozumieją” w ludzkim sensie - przewidują kolejne słowa na podstawie statystycznych zależności. To było dla mnie ważne rozróżnienie. Moi uczniowie często zachwycają się tym, że chatbot „wie wszystko”. Tymczasem podczas debaty wyraźnie wybrzmiało, że AI nie ma doświadczenia, emocji ani świadomości kontekstu społecznego w takim sensie, w jakim ma je człowiek. Zrozumiałam, że moją rolą nie jest demonizowanie technologii, lecz uczenie młodych ludzi, czym ona naprawdę jest - narzędziem, nie autorem.

Bardzo istotny wymiar wniosła także Agnieszka Bielska - Brodziak z Uniwersytetu Śląskiego. Jej refleksje dotyczyły odpowiedzialności prawnej i etycznej. Słuchając o regulacjach, o problemie autorstwa i o tym, kto ponosi odpowiedzialność za treści generowane przez systemy AI, myślałam o szkolnych realiach. Czy uczeń, który oddaje pracę stworzoną przy pomocy algorytmu, oszukuje? A może po prostu korzysta z narzędzia epoki, w której żyje? Debata nie dała jednoznacznych odpowiedzi, ale pokazała, że potrzebujemy nowych zasad - wypracowanych wspólnie, a nie narzuconych w pośpiechu.


Wychodziłam z CK Zamek z poczuciem, że temat sztucznej inteligencji w edukacji nie może być sprowadzony do zakazów. Jako nauczycielka czuję, że stoimy w momencie przełomowym. Być może mniej istotne stanie się to, czy uczeń potrafi samodzielnie napisać „idealne” wypracowanie, a ważniejsze - czy umie krytycznie ocenić wygenerowany tekst, poprawić go, nadać mu osobisty ton, wziąć za niego odpowiedzialność.

Ta debata była dla mnie ważna, bo uświadomiła mi, że język - nawet w epoce algorytmów - pozostaje przestrzenią relacji, wartości i tożsamości. Sztuczna inteligencja może wspierać proces pisania, ale nie zastąpi rozmowy w klasie, interpretacji wiersza, spontanicznej dyskusji o znaczeniach. I właśnie w tym, paradoksalnie, zobaczyłam największą nadzieję dla szkoły.

Kasia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz