Druga część „Jeżycjady” na scenie Scena Teatralna STA w Poznań utwierdziła mnie w przekonaniu, że to nie jest jedynie sceniczna adaptacja znanej powieści Małgorzata Musierowicz, ale żywe, pulsujące spotkanie z bohaterami, których wielu z nas nosi w sercu od lat. Oglądałam ją w zestawieniu z pierwszą częścią, którą widziałam w kwietniu 2025 (link do recenzji poniżej) i miałam poczucie, że ta historia naprawdę się rozwija - dojrzewa razem z postaciami i z widzem.
https://lubimyuczyc.blogspot.com/2025/04/rewelacyjna-szosta-klepka-na-scenie-sta.html
Szczególnie wzruszyła mnie atmosfera domu - ta mieszanina ironii, czułości i lekkiego chaosu, który przecież jest znakiem rozpoznawczym Jeżyc. Aktorzy potrafią jednym gestem czy półuśmiechem zbudować emocję, która zostaje na dłużej. Czułam, że publiczność reaguje wspólnie - śmiech był szczery, a momenty ciszy naprawdę ciszą, w której każdy coś dopowiadał sobie w środku.
Co ważne - spektakl się nie zakończył. Historia „Szóstej klepki” w tej teatralnej wersji będzie miała trzecią część. I to bardzo dobra wiadomość, bo druga odsłona pozostawia widza w stanie pięknego niedosytu. To nie jest zamknięta opowieść, lecz proces - dalsze dojrzewanie bohaterów, kolejne emocje, które domagają się scenicznej przestrzeni. Mam wrażenie, że twórcy świadomie pozwalają tej historii oddychać i rozwijać się etapami, bez pośpiechu.
Wychodząc z teatru, pomyślałam, że
właśnie takiej „Jeżycjady” dziś potrzebujemy - nie tylko sentymentalnej, ale
ciepłej, uważnej i prawdziwej. Takiej, która przypomina, że dom buduje się
rozmową, że dorastanie jest procesem, a literatura - kiedy trafia w dobre ręce
- potrafi stać się wspólnym doświadczeniem. I dlatego z nadzieją czekam na
trzecią część „Szóstej klepki” na scenie STA.
fot. Szymon Kavka- Kavka Digital
Kasia




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz