Czy wystarczy zapłacić aktorom, by powtórzył się sukces? Niezupełnie. I powód jest taki, że patent na film o modzie zrodził się na gorąco w 2005 roku, został utkany z niewielkich rzeczy, które razem zrobiły hit. Talent aktorski i renoma Streep, świeżość Annie Hathaway, masa na pozór nieważnych, ale robiących klimat wątków jak ten osobisty Andy i Mirandy, Paryż pokazywany jako świątynia mody, kultowa scena o niebiesko-zielonym pasku, płaszcz Mirandy rzucany po wszystkich biurkach, wątek rękopisu Rowling. Smaczki, smaczki, smaczki. To wszystko nie do końca zaprogramowane wyróżniło film na tle innych.
Tym
razem twórcy wzięli sobie za temat zmierzch epoki drukowanych magazynów i
obrońcom Mody przez duże M przeciwstawili wyznawców statystyk, wyświetleń,
cięcia kosztów i narady w bufecie. Miranda, Nigel i Andy stoją na straży
projektów modowych, sesji fotograficznych i modelingu.
Film
jest skomponowany na podobnym schemacie - wielkiej zagadki, kto będzie kierował
Runway. Tym razem Mediolan pojawia się jako wielka sceneria. Nigel zostaje
doceniony, a Emily okazuje się nie taka
zła jak myślało się na początku, tym bardziej, że aktorka ciągnie swoją rolę
zimnej, ale wrażliwej bohaterki w sposób konsekwentny. Niestety Annie Hathaway
jest dość plastikowa i nadpobudliwa.
Traci
swój delikatniejszy rys z I części. Może zbyt dużo dostaliśmy za pierwszym
razem, teraz zabrakło magii Runway. Na pewno po I części chciało się iść do
Empiku i kupić stos modowych magazynów, teraz chce się po prostu zobaczyć film
do końca. Ci, którzy uwielbiają Modę, zobaczą film tak czy tak…Wyznawcy
fenomenu Streep, nie porzucą obiektu uwielbienia…
Obiecałam
sobie, że za jakiś czas zobaczę jeszcze raz film w TV albo na platformie
streamingowej i dam mu szansę…
Małgosia
PS
Bohaterowie filmu walczyli z
połykającą Modę AI, a plakat do filmu, na to wygląda, stworzyła sztuczna inteligencja…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz