Do dziś mam słabość do końcówki sierpnia. Kiedy w sklepach pojawiają się zeszyty, piórniki, kolorowe długopisy, planery i całe regały szkolnych drobiazgów, automatycznie wracają do mnie wspomnienia z dzieciństwa. I choć dziś patrzę na to wszystko już jako nauczycielka, gdzieś w środku nadal jestem tą dziewczynką, dla której kompletowanie szkolnej wyprawki było jednym z najprzyjemniejszych momentów wakacji. Zawsze zaczynało się od listy - oczywiście trochę dłuższej, niż było to naprawdę konieczne. Kredki, pisaki, bloki, zeszyty, piórnik i cała masa rzeczy, które koniecznie trzeba było mieć przed pierwszym września. Każdy zeszyt wybierałam bardzo uważnie. Okładka miała znaczenie, podobnie jak kolor długopisu czy wygląd piórnika. Nie było wtedy ogromnych galerii handlowych ani zakupów jednym kliknięciem w internecie. Była za to radość z wybierania każdej rzeczy osobno. Najbardziej jednak pamiętam to, co działo się później. Razem z mamą obkładałyśmy książki i zeszyty, podpisywałyśmy je, układałyśmy przybory w piórniku i przygotowywałyśmy wszystko na nowy rok szkolny. Pod koniec sierpnia zaczynałam już nawet trochę tęsknić za szkołą.
Dziś te wspomnienia mają dla mnie zupełnie inny wymiar. Mama zmarła rok temu i właśnie takie zwyczajne chwile wracają do mnie najmocniej. Nie wielkie wydarzenia, ale wspólne siedzenie przy stole, szelest okładek, podpisywanie zeszytów i jej obecność obok. Kiedy teraz w sierpniu mijam szkolne regały, czasami wystarczy jeden znajomy zapach papieru albo widok stosu nowych zeszytów, żeby na moment znów znaleźć się w tamtym czasie. Może właśnie dlatego jako nauczycielka nadal uważam, że warto pozwolić dziecku uczestniczyć w przygotowaniach do szkoły. Nie chodzi o kupowanie wszystkiego, co modne i kolorowe. Ważniejsze jest poczucie, że dziecko ma wpływ na to, co wybiera, że może zdecydować o swoim zeszycie, piórniku czy drobnym dodatku. Takie przygotowania mogą stać się małym rytuałem, który oswaja koniec wakacji i sprawia, że powrót do szkoły kojarzy się również z czymś przyjemnym.
Z perspektywy nauczycielki wiem też, że nie idealna wyprawka jest najważniejsza. Dziecko znacznie bardziej potrzebuje spokoju, zainteresowania i poczucia, że ktoś jest obok niego w tym ważnym momencie. Nowy rok szkolny zawsze niesie przecież trochę ciekawości, ale również niepewności. A ja? Nadal co roku pod koniec wakacji kupuję sobie coś nowego do pracy. Czasami jest to dobry długopis, czasami notes albo kalendarz. Niby drobiazg, a jednak lubię ten moment. To mój własny mały znak, że za chwilę zacznie się kolejny rok szkolny. I chyba już zawsze koniec sierpnia będzie mi się kojarzył z nowymi zeszytami, zapachem książek i z mamą siedzącą obok mnie przy stole. Dziś wiem, że właśnie z takich prostych, codziennych chwil powstają wspomnienia, które zostają z nami na całe życie.
Kasia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz