niedziela, 20 września 2026

Maska, która odsłania prawdę. „Pani Doubtfire” w Teatrze Muzycznym


Są spektakle dobre, są bardzo dobre i są takie, po których wychodzi się z teatru z poczuciem, że właśnie wydarzyło się coś naprawdę wyjątkowego. „Pani Doubtfire” w Teatrze Muzycznym w Poznaniu zdecydowanie należy do tej ostatniej kategorii.

To musical kompletny: znakomicie zagrany, świetnie zaśpiewany, perfekcyjnie poprowadzony choreograficznie, bardzo dobrze napisany i dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. A przy tym - co najważniejsze – zostaje w głowie i sercu. Bawi niemal bez przerwy, ale nie jest pustą komedią. Pod warstwą dowcipu, tempa i scenicznego rozmachu kryje się bardzo mądra opowieść o rodzinie, rozstaniu, rodzicielskiej odpowiedzialności, tęsknocie dzieci i o dojrzewaniu dorosłych do tego, by naprawdę zobaczyć potrzeby swoich najbliższych.

Ogromne brawa należą się całej scenicznej rodzinie Hillardów: Patrykowi Kośnickiemu, Oksanie Hamerskiej, Urszuli Laudańskiej, Tymonowi Madzio i Łucji Kieliszewskiej. Ta rodzina na scenie jest prawdziwa. Nie ma tu sztuczności ani grania „pod efekt”. Są emocje, napięcia, czułość, złość, bezradność i humor, dzięki którym widz bardzo szybko przestaje obserwować bohaterów z dystansu, a zaczyna razem z nimi przeżywać ich historię.

Ale sercem tego spektaklu jest bez wątpienia Patryk Kośnicki jako Daniel Hillard/Pani Doubtfire. To rola ogromnie wymagająca - aktorsko, wokalnie, ruchowo i technicznie - i właśnie dlatego, tak wyraźnie widać skalę jego talentu. Kośnicki nie tylko gra dwie postaci. On błyskawicznie przechodzi między nimi, zmienia rytm, głos, sposób poruszania się, emocje i energię, a wszystko robi z pozorną lekkością. Komediowo jest znakomity, ale równie mocny pozostaje wtedy, gdy spektakl schodzi z tonu farsy i dotyka spraw naprawdę bolesnych.


Jego Daniel jest niedojrzały, chaotyczny i często sam komplikuje sobie życie, ale jednocześnie trudno nie zobaczyć w nim ojca, który rozpaczliwie chce pozostać blisko swoich dzieci. I właśnie dzięki Kośnickiemu postać nie staje się karykaturą. Widz śmieje się z jego kolejnych pomysłów, ale jednocześnie rozumie jego desperację. Pani Doubtfire w wykonaniu Kośnickiego potrafi rozbawić do łez, a za chwilę zupełnie niespodziewanie wzruszyć. To rola, która niesie cały spektakl i przez ponad dwie godziny nie traci ani energii, ani prawdy.


Absolutnie kapitalnym pomysłem są także charakteryzacje wykonywane na oczach widzów. Te przemiany nie zostały zawsze ukryte za kulisami - przeciwnie, stały się często integralną częścią przedstawienia. Widz obserwuje, jak Daniel niemal w jednej chwili przeobraża się w Panią Doubtfire. Makijaż, peruka, kostium, gest, głos, sposób chodzenia - wszystko składa się na precyzyjnie zbudowaną postać. To z jednej strony świetny teatralny efekt, a z drugiej pokaz ogromnego kunsztu aktora i całego zespołu technicznego.


Bardzo mocną stroną przedstawienia są również choreografie - dynamiczne, pomysłowe, perfekcyjnie zsynchronizowane z muzyką i tempem akcji. Nie są jedynie ozdobnikiem. Budują sceny, podkręcają emocje i powodują, że spektakl ani na chwilę nie traci rytmu.

I wreszcie flamenco Dagmary Rybak - moment absolutnie zachwycający. Temperament, siła, precyzja, elegancja i sceniczna pewność. To nie jest po prostu taneczny numer. To scena, która ma własną energię i własny charakter. Dagmara Rybak przykuwa uwagę natychmiast i zostawia po sobie jeden z najmocniejszych obrazów całego wieczoru.

Na osobne uznanie zasługują także teksty - dowcipne, współczesne, inteligentne, momentami bardzo celne. Humor trafia zarówno do dzieci, jak i do dorosłych, często na zupełnie innych poziomach. Dzięki temu „Pani Doubtfire” rzeczywiście jest spektaklem rodzinnym, a nie przedstawieniem dla dzieci, na które dorośli jedynie towarzyszą swoim pociechom.

I właśnie tutaj pojawia się jego największa wartość edukacyjna. Ten musical naprawdę realizuje zasadę „bawiąc - uczyć”. Bez nachalnego moralizowania pokazuje, że rodzina może się zmienić, ale odpowiedzialność za dzieci nie znika. Pokazuje, jak ważna jest obecność obojga rodziców, jak silnie dzieci przeżywają konflikty dorosłych i jak wiele można naprawić, kiedy zamiast walczyć - zaczyna się słuchać.

To także piękna opowieść o tym, że miłość nie zawsze wystarcza, jeśli nie idzie za nią odpowiedzialność. Że dorosłość oznacza czasem konieczność zmiany własnego zachowania. I że rodzina nie musi wyglądać idealnie, żeby nadal mogła być miejscem bezpieczeństwa, bliskości i miłości.

„Pani Doubtfire” w Teatrze Muzycznym w Poznaniu to musical na najwyższym poziomie  - widowiskowy, wzruszający, zabawny, inteligentny i bardzo potrzebny.

Patryk Kośnicki - kreacja wybitna, pełna energii i ogromnej aktorskiej precyzji. Oksana Hamerska, Urszula Laudańska, Tymon Madzio i Łucja Kieliszewska - świetna, prawdziwa sceniczna rodzina. Dagmara Rybak - flamenco, które hipnotyzuje. Charakteryzacje na oczach widzów - teatralna magia w najczystszej postaci.

A całość? Spektakl, który śmieszy do łez, chwilami ściska za gardło i zostaje w głowie na długo po opuszczeniu teatru.

Tak właśnie powinien wyglądać musical dla całej rodziny.

 

Kasia

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz