Wyszłam ze Sceny STA z poczuciem, że obejrzałam spektakl bardzo współczesny, mocny, a jednocześnie zaskakująco bliski. „Happy Birthday” nie jest dla mnie opowieścią wyłącznie o mediach społecznościowych, influencerach czy świecie wykreowanych obrazów. Jest przede wszystkim historią człowieka, który coraz bardziej gubi siebie, próbując spełnić oczekiwania innych.
Olga Nawrocka zostaje na scenie
sama - i właśnie ta samotność działa najmocniej. Przez kilkadziesiąt minut
utrzymuje uwagę widza bez możliwości ukrycia się za dużą obsadą czy rozbudowaną
inscenizacją. Jest ekspresyjna, momentami zabawna, momentami niepokojąca, ale
przede wszystkim bardzo prawdziwa. Patrząc na jej bohaterkę, chwilami się
uśmiechałam, a chwilę później łapałam się na tym, że to, co mówi, wcale nie
jest takie zabawne.
Najbardziej poruszył mnie temat
nieustannego „formatowania” siebie. Tego, że mamy być wystarczająco szczęśliwi,
piękni, świadomi, produktywni, stabilni i oczywiście najlepiej jeszcze dobrze
wyglądać, kiedy o tym wszystkim opowiadamy. Łatwo w takim świecie przestać
pytać: czego ja naprawdę chcę?, a zacząć zastanawiać się wyłącznie nad tym,
czego oczekują ode mnie inni.
I właśnie za to cenię ten spektakl
najbardziej - nie daje prostych odpowiedzi. Zmusza do zatrzymania się. Do
spojrzenia na własne życie bez filtrów i bez potrzeby zdobywania czyjejkolwiek
aprobaty.
Bardzo dobrze działa kameralność
Sceny STA. Tutaj nie ma bezpiecznego dystansu między aktorką a publicznością.
Jest bliskość, która powoduje, że emocji nie można obserwować z daleka – trzeba
w nie wejść.
„Happy Birthday” okazało się dla
mnie przewrotnym świętem. Nie tyle urodzinami, ile próbą narodzenia się na nowo
- już nie dla innych, nie dla lajków, nie dla społecznych oczekiwań, ale dla
siebie.
To inteligentny, aktualny i
potrzebny monodram. Taki, który nie kończy się w chwili zgaszenia świateł.
Jeszcze długo pracuje w głowie.
Ze Sceny STA wyszłam z bardzo
prostą myślą: być może największym prezentem, jaki możemy sobie dać, jest zgoda
na to, żeby po prostu być sobą.
Kasia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz