Po dwóch latach wznowienia Teatru Telewizji wreszcie przedstawienie także dla młodych widzów.
„Król
Maciuś Pierwszy: w reżyserii Tadeusza Kabicza, na podstawie znanej książki J.
Korczaka został przygotowany w doborowej obsadzie. Książkowa liczba bohaterów
pozwaliła na szeroki dobór aktorów i reżyser nie ograniczał się. Wachlarz
utalentowanych, świetnych aktorów pozwolił stworzyć menażerię trochę
groteskową, trochę straszną i komiczna zarazem. Kondrat, Frycz, Stenka, Kot,
Gruszka, ale i tak widz skupiał się na odtwórcy roli głównej Tymonie
Bitkowskim, który był w centrum całej opowieści. Był mtak prowadzony przez
reżysera, by wykorzystywać aż nadto środków ekspresji. Wydaje się, ze bardzo to
pasuje właśnie tej postaci, trochę egzaltowanemu Maciusiowi. Zresztą cała
obsada dziecięca zrobiła dobrą robotę, chociażby sceną w parlamencie.
W opowieści miesza się baśniowość z nowoczesnością. Możliwości telewizyjne sprawiły, że można było wykorzystać piosenkę, „ściągnąć” akcję, operować symbolem.
Zdarzyło
mi się raz wybrać z klasą do omawiania na lekcjach książkę Korczaka i nie była
to łatwa przygoda. Teraz z perspektywy czasu i po tym spektaklu także,
uświadomiłam sobie wiele podobieństw pomiędzy „Królem Maciusiem Pierwszym” a
„Małym Księciem” Exuperego. Korczak układa w fabułę wszystko to, co powtarza w
swoich pozycjach pedagogicznych np. „Jak kochać dziecko” - cały swój kodeks
pedagogiczny.
Po
tej sztuce bardzo wyraźnie układają mi się problemy, jakimi zajął się autor i
twórcy spektaklu: osierocenie i samotność dziecka, potrzeba socjalizacji w
świecie rówieśników, próba dopuszczenia dziecka do głosu, dorosły a dziecko,
zakłamanie dorosłych. Bardzo słabo propaguje się Korczakowskie Prawa Dziecka.
Dobrze, że ten spektakl przypomniał o nich w tak nowoczesnej formie i w takiej
świetnej obsadzie.
Małgosia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz